Długo walczylam z ogromną chęcią ukrycia ze wyglądam jak stary, zmęczony życiem śmieciarz z bronxu, jednak nic nie potrafiło wygrać z potrzebą udowodnienia, że moja praca jest czasem fajna.
Dziękujemy VENOM że som stukniete i Erillowi że się głowi zeby nas kompromitować takimi bekstejdżykami. Yo !
Czyli Esmeralda macha szmatko, o matko. Sklejam i nie kąse, albo kąsa Ne Comme Ca. Będzie jak się zrobi, póki co 6 minut, muzy brak, skończy się na Snoop Doggu albo Duo Night z ekologiczno dziewczyno. A ja piję czeskie wino z karton i słucham muzyki po francusku, że niby rozumiem, bo po ostatnim kursie przyspieszonym umie już po francusku “bez mła” i ”tu lisek spał”.
Z okazji zatracania własnej kultury narodowej i ślepego kopiowania zachodnich wzorców życzę Wam wielkieeego, obślizgłego centralnego narządu układu krwionośnego strunowców i niektórych bezkręgowców, zazwyczaj otoczonego osierdziem :*
serduszko sponsoruje oczywiście NIN
Zara fotoszutin a na dworze światło gorsze niż w schronie przeciwatomowym i nie jest to kwestia moich zasłonek z betonu -słońce dzisiaj świeci do wewnątrz, albo jest jakieś azteckie zaćmienie jowisza czy coś, no nic, płacz i zgrzytanie obiektywu.
Z okazji tego pięknego dnia, wklejam jedną z moich ulubionych balladę o miłości, wykonanie 5o groszy, tekst Halina Poświatowska, aranż Zbigniew Wodecki :
tłumaczenie:
“Jesteś latem mym i wiosną,
Roześmianą wciąż radością,
To Ty zimą i jesienią
Jesteś kwiatem i zielenią,
Tyś mym źródłem i strumieniem,
W Tobie gaszę me pragnienie,
Z Tobą wszystkie chwile dzielę:
Świątek, piątek i niedzielę.
Składam dzisiaj w Twoje ręce
Życie moje i… nic więcej!”
Nie trwożcie się już, moje biedne owieczki, otrzyjcie łzy i zdmuchnijcie z ulgą świeczki przy ołtarzykach z nasionkami rzepaku, zwiędłymi fiołkami moim zdjęciem. Wiem, że przeżyliście chwile okrutne i trwożne błądząc po ścieżkach najgłębszej rozpaczy, niczym Frodo w Mordorze, niczym Orfeusz tracący na wieczność swą Eurydykę (mam faze na mitologię, sorry). Czułam jak Wasze dusze rozdzierają się w otchłaniach nicości, lecz nie trwożcie się już owieczki! Ocieram Wasze wirtualne łzy, gdyż ten koszmar już dobiegł końca – mój blogasek znów działa prężnie niczym czołg t-54. Wydarłam go z mrocznych czeluści wordpressu i jak Prometeusz ogień , tak ja Wam dziś, o ciemna maso, skladam na ręce bloga mego błyszczącego niczym drachem miliony.
Z okazji tej hucznej celebracji, wrzucam , jak to nazywają młodzi, tak zwaną “zajawkę”, mianowicie fotek kilka z niezwykle przyjemnej kampanii, dla niezwykle popranej firmy, jaką jest NODO ŁOCZYS. Z ostatniej chwili: darzę ich uczuciem głębokim, czystym i nieskalanym niczym stan mojego konta (czyli dwa oczka nad oderwanym kawałkiem lodu z Grenlandzkiego lądolodu i jeden nad Diamentem Florenckim). Rzadko się zdarza, że ktoś jest na tyle popaprany i skrzywdzony przez okrutne meandry żywota, że na usłyszenie naszych poprawnych politycznie pomysłów nie dość, że nie oblewa nas wodą święconą mamrocząc w przerażeniu ”Santa Maria” i inne “Padre” , to jeszcze przyklaskuje radośnie machając uszami. Ale cóż, psychozy są różne, ku naszej uciesze także wśród naszych zacnych klientów. Nie pozostaje nic innego jak duże, zrobione z podłużnego balonika w kolorze KARMAZYN ” DZIĘ-KU-JE-MY”. A na podsycenie apetytu: hadzia!
Product Placement mleka ŁOWIECKIE jak obrobimy to wyślemy im na kampanie ofkors.
Stało się, zostawiam Studio Dajmod pod nadzorem tajnych rosyjskich służb ochrony, fosy z tresowanymi rekinami, nazgulami z całej trylogii i odziałem marines, a to wszystko za sprawą mojego nieskończonego w swej mądrości szefa (czyli mnie), który przydzielił mi w końcu kilka dni wolnego. (Nie mam schizofrenii, bynajmniej stwierdzonej, jak mówię o sobie w 3. osobie czuje się bardziej cool, nauczyłam się na fejsbuku). Wracając, wyjazd. Nie będą to może Malediwy, ale równie gorąco i egzotycznie, bo Góry Stołowe.
Góry Stołowe, Okrzeszyn
Góry Stołowe, Mieroszew
Ja nad Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a ja już mogę się pochwalić fotką z wyjazdu, pstrykniętą samowyzwalaczem, technika XXI wieku jest niesamowita.
Ciesze się jak komorniki na szafę, będe patrzyć na choinkę, czerpać energię natury z modrzewiu, łaczyć się z kosmosem, robić ludziki z szyszek, i z niewinną radością szukać sarniego zadka między hałdami śniegu. Oczywiście, wszystkie te atrakcje mam zamiar zażywać korzystając z systemu microsoft Windows, czyli przez okno- nie jestem zboczona, więc nie mam zamiaru wystawić pięty poza hotel, by rozkoszować, się tą wspaniałą norweską bryzą. Bałwana ulepię online, rzucać śnieżkami to się mogę ewentualnie wirtualnymi, przez e-maila. Będzie dziko. Hasanie po śniegu w temperaturze sławnego minus SIEDEMSET pozostawiam reniferom, pracownikom służb społecznych i transformersom.
Góry Stolowe, szczyt Szczeliniec Mały (96 m n.p.m)
Hotel “Bałwanek” w Wambierzycach
Skansen budownictwa sudeckiego w Pstrążnej, widok z lotu ptaka
Nic, zbieram się więc, bo mam być gotowa na godzinę temu, a cza spakować psi zaprzęg w turbo-dynamo-hipertermiczne-skarpetki elektryczne z wełny spasłego marynosa australijskiego i jeszcze nauczyć się tego układu, umiemy już pół, ćwiczymy ciągle, wygląda nawet efektowniej bo jest nas więcej o 2 osoby i dwójke dzieci. Promo zrobimy sobie na miejscu,w hotelu Bałwanek :
moze Wam sie obił o klawisze, (bo pewnie jesteście nolife’ami skoro czytacie o mojej fascynującej wycieczce w góry stołowe), a filmik co prawda ma te jedyne 7 milionów obejrzen, ale przynajmniej 4 mln z tego natłukłam od wczoraj.
Miłego początku tygodnia i sterczenia za biurkiem, pozdrowimy od Was sosne.